czwartek, 23 stycznia 2014

kura domowa, a chów klatkowy

źródło: internet



Wczoraj rano opuściłam mieszkanie na dwie godziny. Taki komfort zdarza się bardzo rzadko. Ja, rasowa kura domowa odżyłam. Te dwie godziny zmieniły cały dzień.

Dotleniłam mózg, rozruszałam mięśnie, a przede wszystkim uwolniłam umysł zdominowany codziennością i dobrem dziecka. Wróciłam do źródła, do kobiecości, do pragnień, do myślenia o sobie. Mówiąc wprost: odżyłam.

Czy któraś z Was kojarzy awanturę, jaka rozpętała się nad losem naszych koleżanek: kur niosek? Przypomnę.

Unia Europejska wprowadziła przepisy mające na celu poprawę bytu tych zwierząt. Ekolodzy na fali tematu powtarzali, że produkty pochodzące od ptaków hodowanych w warunkach zbliżonych do naturalnych są w pełni bezpieczne dla naszego zdrowia. Jak się domyślacie hodowcy kur narzekali na Unię i ekologów.

Zgodnie z nowymi przepisami kurka powinna mieć: poszerzoną przestrzeń, gniazdo, ściółkę w której może grzebać i drapać. Zapewniony żłób, pojenie, oraz przyrządy do skracania pazurków.

W kontekście tego problemu myślę o nas: matkach, kurkach domowych. Co my mamy zapewnione?

Popatrzcie na swoje pazurki. Skrócone? Pomalowane? Czeka na Was wygodny fotel, w którym odpoczniecie, nabierzecie sił, przeczytacie książkę, ba chociaż jeden artykuł w gazecie? Ktoś zapewnił Wam ciepłą herbatkę oraz moment, wytchnienia nie związany z rolą matki?

Nie przyglądajcie się uważnie, bo jeszcze nie daj bóg zobaczycie, że my, nasze koleżanki, sąsiadki, siostry nie mamy zapewnionych podstaw obowiązujących w chowie klatkowym:) Nie liczę na to, że Unia Europejska zajmie się regulowaniem standardów obowiązujących w codzienności matek dlatego zachęcam:

wspierajmy się. 

Zadbajcie o siebie. Zapewnijcie sobie kwadrans bądź dwa tylko dla siebie. Dla rzeczy, których pragniecie i do których dążycie. Tak właśnie zacznijmy:)

Tym wpisem inauguruję cykl: WSPIERAJMY SIĘ.

44 komentarze:

  1. Nominowałam Twój blog do nagrody Liebster Blog Award. Jeśli chcesz odpowiedzieć na moje pytania - zapraszam http://swiatsikuni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za nominację:) nie nadążam za swoją codziennością, jak tylko złapię oddech postaram się odpowiedzieć na pytania:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. dziękuję:) wolałabym jednak usłyszeć, że jestem w błędzie;) :):):)

      Usuń
    2. ufffffffffff:) moje gdakanie cichnie, przynajmniej na moment:) dziękuję:):):)

      Usuń
  3. super porównanie i masz 100%racji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wyjdziemy z tego chowu klatkowego. kwestia czasu, mobilizacji i wsparcia:):)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. dziękuję:) coś niestety jest na rzeczy z tą prawdziwością.

      Usuń
  5. Też podoba mi się to porównanie ale po krótkim przemyśleniu to w sumie dziecko uśpione więc mam swoje 15- 30 minut dla siebie (w końcu znalazłam czas na przeczytanie tego wpisu ;P) tylko chyba muszę poprosić jeszcze męża o tą gorącą herbatę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. proś, a będzie Ci dane;) nic nie smakuje tak dobrze, jak herbata zrobiona przez męża:) szczególnie w zimowy wieczór:)

      Usuń
  6. Ja bym zwariowała jako kura domowa. Po prostu muszę mieć naturalne długie pomalowane paznokcie, przynajmniej lekki makijaż, nabalsamowane ciało, umyte włosy, ogolone nogi i pachy, normalne i czyste ciuchy. A to wszystko na pierwszym miejscu i tak stawiając synka (który zawsze jest najedzony, czysty, zadbany i szczęśliwy), ale nie zaniedbując czystego domu, regularnych posiłków, swojej aktywności fizycznej... i mimo posiadania psa z ADHD, który spustoszenie w domu sieje większe niż pół grupy przedszkolnej i wymaga 3 dwugodzinnych spacerów, by jego aktywność zeszła do poziomu akceptowalnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od dzisiaj zostajesz moim guru od kwestii stanu wierzchniej warstwy kobiecości. Jestem pod wrażeniem i z żalem stwierdzam: paznokcie nie pomalowane, lekki makijaż-okazjonalnie, ciało balsamuję rzadko. Reszta bez zaburzeń:) Po przeczytaniu Twojego komentarza zobowiązałam moje umęczone ciało do przejścia cyklu wieczornego, domowego spa:)

      Usuń
    2. Ale przyznam się, że w pierwszych tygodniach połogu, jak tylko moja mama wyjechała byłam bliska szaleństwa, bo jeszcze nie umiałam sobie zorganizować planu dnia i istniałam tylko jako mama, psia pani i pani domu, a nie jako zadbana kobieta. Na szczęście macierzyństwo to przyspieszony kurs zarządzania czasem. :D

      Usuń
  7. Ja staram się zawsze te przysłowiowe 15 minut dla siebie znaleźć, inaczej bym chyba zwariowała ;-)
    Ale przyłączam się jak najbardziej do akcji :-) To WSPIERAJMY SIĘ!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też nie czuje się jak kura domowa. Cały czas uprawiam fitnes, bo jest moją pasją. Makijaż to podstawa i zadbane ciało. A dziecko uczy się, samodzielności. Przecież Mama przy nim całe życie nie będzie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie czuję się kurą domową, co nie znaczy, że spotykam po drodze szereg ograniczeń, barier. Momentami czuję się osamotniona, pomimo wielu wyjątkowych ludzi w koło:) Taka jest rzeczywistość wielu Mam:) pozdrawiam. Fajnie, że znajdujesz czas dla siebie:)

      Usuń
  9. Nie mamy może odgórnie zapewnione ale to od nas zależy czy znajdziemy czas, by zadbać o siebie.
    Ale porównanie mnie rozbawiło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w dużej mierze to właśnie od nas zależy ile czasu i na co wygospodarujemy:) Czasami trzeba przeprowadzić nie jedną walkę, żeby zyskać kwadrans bądź dwa wyłącznie dla siebie, ale warto, warto:) pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Popieram! Dbajmy o siebie, bo jak nie my... to kto?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, jak nie my to kto:)? :):)

      Usuń
  12. Da się, da się, grunt to organizacja i zdolność olewania nieistotnych rzeczy. Przecież dzieci kiedyś też śpią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma rzeczy nie możliwych:) nie dla Kobiet i Mam!:)

      Usuń
  13. "Wróciłam do źródła, do kobiecości, do pragnień, do myślenia o sobie" - jak trafnie napisałaś - pamiętam, że jak córeczka się urodziła, to zupełnie zapomniałam o sobie - ona zasłoniła mi świat i samej siebie nie zauważałam, wypełniała każdą chwilę i każdą myśl - nie wiedziałam, że tak można... Później dotarło do mnie, że świat nie zniknął, a ja potrzebuję ludzi, miejsc, kultury;) No i czas, którego już tyle nie ma.
    Błyskotliwie napisane i genialne porównanie.
    Zaczytuję się i zostaję na dłużej!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję. Ja też poczułam się w Twoim, właściwie Waszym świecie, jak u siebie:) nad książką, z refleksją-tak lubię:)

      Usuń
  14. Świetnie piszesz!!! Ja ''tu'' zostaję! Jesteś pod obserwacją:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zostań:):) Mamy mają się tutaj czuć, jak u siebie... ale nie jak u siebie w domu, tylko jak u siebie, do którego dążą:):):) ;) Dziękuję za budujące słowa:)

      Usuń
  15. Może jeśli kiedyś My Kury Domowe zagrożone będziemy wyginięciem, wówczas może chociaż Greenpeace zacznie walczyć o Nasze prawa. A tymczasem...Kokoszki - walczymy Same o lepszy byt!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeśli my o sobie nie zadbamy to nikt tego za nas nie zrobi! :)
    WSPIERAMY SIĘ!!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Doskonały tekst i bardzo, bardzo trafne porównanie!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Przynajmniej jajek nam nie podbierają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale podbierają co innego, a może to my oddajemy bez walki? ;) :):)

      Usuń
  19. Dokładnie, tak jak piszesz.. [u siebie też pisałam jakiś czas temu o czasie dla siebie]. Ja, na szczęście, raz w tygodniu zawsze wychodzę na kurs języka, więc mam dwie godziny wyjściowe zapewnione, ale uzgodniłam z Mężem, że raz na jakiś czas po prostu wyjdę sobie na zwykłe zakupy [ubraniowe, książkowe], na kawę, na spotkanie z koleżanką. Faktycznie, takie wyjścia powodują, że się odżywa. Osobiście, po powrocie mam większy zapał, by zająć się domem. :) Doładowałam baterie i mogę być matką i żoną ponownie, a nie kobietą wolną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to działa:) wychodzimy, łapiemy poza matczyny oddech, rytm i wracamy z uśmiechem oraz energią do codzienności mamy, żony:) pozdrawiam:)

      Usuń
  20. kurde ja nawet na spacery z młodą do kurnika chodzę ;p
    chyba czas coś z tym zrobić ;-)

    OdpowiedzUsuń