poniedziałek, 2 grudnia 2013

"przesunąć horyzont"

źródło: http://www.martynawojciechowska.pl/pl,przesunac-horyzont

Bywają dni i wydarzenia, które sieją niesamowite i nieprzewidywalne spustoszenie w naszej codzienności. Zatrzymują nas w miejscu, z którego dla zachowania równowagi powinno się ruszyć dalej, w inne, w nowe.

Rok temu zmarł przedwcześnie mój Tata. Był niesamowitym i wyjątkowym człowiekiem. Nie do zastąpienia. Brak po nim do dzisiaj jest otchłanią, ale oswojoną i przez to mniej bolesną. Pamiętam, że któregoś dnia odwiedziła mnie koleżanka i poleciła książkę Martyny Wojciechowskiej: Przesunąć horyzont. W tytule zobaczyłam szansę na uporządkowanie pewnych doświadczeń. Następnego dnia miałam ją w domu.

W miniony piątek, niemal rok po śmierci Taty, moja mama miała wypadek. Odżyły emocje z przed roku, ale mają inną siłę rażenia. Mama leży w szpitalu, czasowo unieruchomiona z widmem amputacji nogi. Jest jej ciężko ponieważ oswaja wiele myśli: brak nogi, utrata niezależności, korzystanie z pomocy bliskich. Wszystko to jest bardzo trudne.

Bardzo często spotykam się z pojęciem: akceptacji rzeczywistości, a właściwie namową do zaakceptowania tego, jak wygląda czy zmieniło się nasze życie. Akceptacja w tym kontekście kojarzy mi się z zaprzeczeniem emocjom oraz z biernym przyjęciem czegoś, z czym jest nam po prostu źle. Czujemy ból, niezgodę na zmianę, smutek, żal, złość, pretensje. Jak zaakceptować ten nadmiar przytłaczających uczuć? Choć w powiedzeniu zaakceptuj rzeczywistość jest dobra intencja, to ja preferuje inne podejście. Przede wszystkim kontakt ze swoimi uczuciami, nawet tymi, które uważane są za trudne. Ból, żal, niezgoda, smutek, strata zmieniają obraz rzeczywistości. Potrafią odebrać jej sens i smak, ale ja dopuszczam je do głosu, po to żeby wybrzmiały. Chwilę później przesuwam horyzont.

Moje macierzyństwo przyniosło wiele wspaniałych zmian, myśli, odkryć i uczuć, ale byłabym obrzydliwym hipokrytą gdybym przemilczała trudne momenty i sytuacje. Jak sobie z nimi radzę? Przyglądam się sobie uważnie. Otaczam pełnym zrozumieniem dziecko i siebie. Nie obwiniam się. Zadaję sobie pytanie skąd takie myśli? Uczucia? Napięcia? Sytuacje? Prawdziwie na nie odpowiadam. Jeżeli czuję, że moja przestrzeń nadal się kurczy, a ja zaczynam się dusić przesuwam horyzont. Dzięki temu zyskuję nową perspektywę i nowe spojrzenie. Mogę iść dalej, w nowe, w inne. Z emocjami, które budują. Tego i Wam życzę. Szczerze polecam książkę Martyny. Bardzo motywująca i inspirująca lektura.

Dziękuję za odwiedziny bloga, wpisy i przyznane wyróżnienia. Potrzebuję dłuższej chwili, żeby odpowiedzieć. Mam nadzieję, że u Was było spokojnie i budująco.



10 komentarzy:

  1. Chętnie przeczytam książkę skoro polecasz. Na podobnym zakręcie byłam ponad dwa lata temu gdy w święta wielkanocne zmarła moja mama.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam:) najważniejsze to nie wypaść z zakrętów, a jak wypaść to nie za daleko. pozdrawiam:)

      Usuń
  2. To pojęcie akceptacji rzeczywistości faktycznie brzmi czasem banalnie, zwłaszcza jeśli ktoś tak lekko rzuca je osobie w trudnej sytuacji.
    Dla mnie ono nie oznacza ślepego poddania się, kiedy w rzeczywistości coś się w środku gotuje, tylko przyjrzenie się i przyjęcie wszystkiego co się dzieje, przede wszystkim tych bolesnym spraw od których wolałoby się odwrócić wzrok. W tym sensie akceptacja oznacza po prostu widzenie rzeczy takimi jakie są, chociaż to pewnie kwestia przyjętego nazewnictwa, bo kiedy piszesz o "przesuwaniu horyzontu" wychodzi chyba na to samo:)) A jeśli mogę polecić coś od siebie w kwestii zmiany perspektywy na trudności, to od razu przyszło mi na myśl "Przebudzenie" A. De Mello. Fakt, ta książka albo budzi wściekłość albo odmienia, w moim przypadku to było jak grom z jasnego nieba:)

    OdpowiedzUsuń
  3. tak, zdecydowanie mówimy o tym samym:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet nie wiesz jak Cię rozumiem. To byłoby wielce nienaturalne gdybyśmy tłumili w sobie wszystkie emocje.Ja zawsze pozwalam sobie na okazywanie uczuć,jednak coraz wnikliwiej obserwuje siebie. To jedna z audycji,których słucham,wywarły na mnie bardzo dobre wrażenie. http://www.youtube.com/watch?v=xI7UXMNhJ5g&feature=player_embedded Takich perełek jest tam więcej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kwintesencja mojego wpisu: dopuszczanie do siebie wszystkich uczuć i ich wnikliwa obserwacja:) Dziękuję za link do audycji.

      Usuń
  5. Zawsze uwazalem ze lepiej plakac w mercedesie niz w maluchu :)

    1. Gdy ma sie szerszy budzet czesc problemow przestaje byc problemami. Chociazby dostepnosc i jakosc specjalistow medycznych. Dodatkowo zakladam ze przecietna osoba majaca kryzys jakos musi sobie radzic z dodatkowym obciazeniem psychicznycm wynikajacym problemem braku pieniedzy podczas gdy Martyna chyba juz takich dodatkow do zycia nie posiada.

    NIGDY nie postrzegalem Martyny jako dobrego rodzica. Bo ciezko mi sobie wyograzic ze mozna na klika miesiecy opuscic kraj, wlasne dziecko co mozna bylo blyszczec na okladkach magazynow/programow podrozniczych, a nie uwierze ze nie znalazlaby zadnej "lokolnej" pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. staram się unikać ocen, szczególnie tych wymierzonych w innych. Uważam własne życie za wyjątkowo pasjonujące i momentami skomplikowane. Kiedy urządzam sobie wycieczki do codzienności innych ludzi to zazwyczaj po to, żeby zaczerpnąć inspiracji, innej perspektywy i tak było w przypadku książki Martyny.

      Usuń
  6. Musimy być silni mimo wszystko.
    Zdrowia dla mamy.

    OdpowiedzUsuń